czwartek, 29 czerwca 2017

Bonnat Equateur ciemna 75%


Po Pacari i Hoja Verde nadal zostajemy w Ekwadorze, choć tylko w kwestii pochodzenia ziaren kakao - czekolada została wykonana we Francji. Tak, moi drodzy - oto Bonnat! Bonnat, z którym wielu z Was wiąże mieszane uczucia - dla mnie i mojego Męża stał się obietnicą czekoladowej przyjemności. Wprawdzie ilość używanego przez markę tłuszczu kakaowego może się wydawać kontrowersyjna, ale dotąd nie wązałam jej z przykrymi doznaniami. Dla mnie dobrej jakości masło kakaowe było w Bonnatach aksamitnym nośnikiem wyrazistych kakaowych nut - różnych dla poszczególnych źródeł kakao. Ekwadorską tabliczkę od Bonnat (o 75% zawartości kakao), zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady. Ciemna single-origin wypuszczona spod skrzydeł francuskiej marki to jak zwykle tylko trzy składniki: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy i cukier.


Niezbyt ciemna czekolada prezentuje sobą to, co charakterystyczne dla Bonnata - masywność, aksamit, tłustość. Patrząc na bonnatowskie single-origin 75% zawsze mam wrażenie, że doznam czegoś podobnego niż przy ostatniej degustacji czegoś z tej serii. W kwestii aksamitnej, maślanej konsystencji nigdy się nie mylę, ale nuty smakowe jednak zawsze odkrywam inne - wszak zawsze mam do czynienia z zupełnie innym kakao wziętym na warsztat.


Bonnat Equateur pachnie kwiatowo i rześko, niczym łąką o poranku. Łąka pełna rosy, smagana chłodnym wiatrem, a chwilę temu może nawet potraktowana majowym przymrozkiem. W kontakcie z podniebieniem oczywiście od razu uwagę zwróciła ponadprzeciętny tłusty aksamit, a następnie intensywna słodycz, syropowata. Wszystko to tworzyło w buzi rozkoszne czekoladowe błotko, przez iluzję chłodnej łąki kojarzące się ze zmrożoną słodyczą. Może jakimiś lodami? Po chwili słodycz przechodzi w delikatne ściąganie tanin. Wytrawność kwiatów miesza się z kostkami cukru i czuliśmy się nieco tak, jak przy piciu mocnej czarnej herbaty z bergamotką, solidnie posłodzonej.

 Taniny idą dalej w nuty bardziej chlebowe. Pomyśleliśmy najpierw o mokrym chlebie, a dalej o mocno wypieczonych bułeczkach podanych ze słodkim masłem bądź gęstą słodką śmietaną, do tego posypane cukrem. Ot, prosty przysmak dla dzieciaków. W zasadzie, kwiatowe nuty przepełniające od samego początku tę czekoladę dalej w połączeniu z wyrazistym prażeniem/ziemistością mogą prowadzić bardziej w stronę miodu i aromatycznego karmelu, niźli zwykłego cukru. Jeśli zaś mówić o owocach, to myślałabym raczej o czymś kandyzowanym, lub... wysuszonym i zatopionym w herbacie.


Czekolada nie jest skomplikowana. Cały czas poruszamy się w obrębie konkretnych nut i dalej już nie jesteśmy zaskakiwani. Możemy spokojnie je celebrować, wszak bonnatowskie tabliczki liczą sobie solidne 100 g. Przypuszczam, że za jakiś czas nie będę pamiętać jej smaku, ale sama degustacja była dla mnie czystą przyjemnością, nad którą nie musiałam zbyt mocno się skupiać.  Nadal mam ochotę na testowanie pozostałych czekolad od Bonnat.


Skład: kakao, tłuszcz kakaowy, cukier.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 603 kcal.
BTW: 8,8/46/42,6

wtorek, 27 czerwca 2017

Zotter Pineapple and Cashew Nuts mleczna 50% nadziewana ananasami i nugatem z nerkowców


Zatęskniłam za nadziewanymi Zotterami! Choć spróbowałam ich już wiele, nadal pozostało sporo wariantów do przetestowania, no i na szczęście co jakiś czas pojawiają się nowości i reaktywacje. Przy okazji kompletowania czekoladowych zapasów na urlopową wyprawę (już w lipcu!), skusiłam się na kilka niepróbowanych wcześniej Zotter Handscooped. Zakupów dokonałam oczywiście w foodieshop24.pl!


Uwielbiam ananasy. Bezsprzecznie należą do czołówki lubianych przeze mnie owoców. Uwielbiam też orzechy, wszelakie. Zotter Pineapple and Cashew Nuts było więc dla mnie wyjątkowo kuszącym kąskiem. Kuwertura z mlecznej czekolady o 50% zawartości kakao kryje dwuwarstwowe nadzienie. Dolne, wpadające w jasnobrązowe odcienie beżu, to nugat z orzechów nerkowca (nerkowce stanowią aż 12% całości). Górne wypełnione jest suszonymi ananasami (15%) podkręconymi jeszcze ananasowym koncentratem (8%) - razem w całej tabliczce mamy aż 23% ananasa! W porównaniu do wielu innych tabliczek Handscooped, tutaj Zotter użył oszczędnie przypraw.


Czekolada po przekrojeniu na pół uwalnia swój obłędny zapach, jakby rozkroić soczystego ananasa, czy ewentualnie otworzyć puszkę z ananasem w syropie. Od pierwszego kontaktu z podniebieniem urzeka wiórkowatość nadzienia. O ile często Zotter robi bardzo aksamitne ganasze, tak tutaj struktura jest bardzo wyrazista, idealnie udająca... włókna ananasowe. Przebijając się przez wszystkie warstwy uświadamiam sobie, że nawet nugat z nerkowców udaje miąższ ananasa. Żaden inny orzech nie mógłby tego zrobić tak dobrze, także pod względem smaku - wszak nerkowce należą do najsłodszych orzechów.


Całą degustację przede wszystkim przepełniał zachwyt nad niesamowitą konsystencją nadzienia. To, że nie było ono gładkie, lecz podrabiające wnętrze prawdziwego ananasa - wraz z niebywale intensywnym i naturalnym ananasowym smakiem - doprowadzało moje kubki smakowe do szaleństwa. Zotter doskonale przemyślał sprawę. Obie warstwy nadzienia - ananas i nerkowce - tak świetnie się ze sobą zgrywały zarówno pod względem smaku, jak i konsystencji - iż zupełnie nie miałam ochoty na próbowanie ich z osobna. Razem tworzyły idealną całość, duet tak zgrany, że wręcz nie do rozdzielenia!


Czekolada, jak to mleczna pięćdziesiątka od Zottera, oczywiście jest pyszna, ale w mojej opinii w tej kompozycji tworzy jedynie spoiwo. Zbiera wszystko do kupy, oblewa ananasowe szaleństwo, jest... dodatkiem. Dodatkiem do wnętrza, które jest ananasowym gorącym sercem. Dobrze, że Zotter nie przesadził z przyprawami, tu nie było czego udoskonalać. Nerkowce uwypukliły ananas w wystarczający sposób. Dla osób kochających ananasy tak jak ja, jest to pozycja konieczna do wypróbowania. Dla mnie, właśnie przez te ananasowe bogactwo i autentyczność - Pineapple and Cashew Nuts staje się jedną w faworytek wśród licznych przetestowanych Zotter Handscooped.


Skład: surowy cukier trzcinowy, suszone ananasy 15%, tłuszcz kakaowy, orzechy nerkowca 12%, miazga kakaowa, koncentrat ananasowy 8%, syrop glukozowo-fruktozowy, słodka serwatka w proszku, masło, pełne mleko w proszku, sól, pełny cukier trzcinowy, lecytyna sojowa, wanilia, proszek cytrynowy (cytryny, skrobia kukurydziana).
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 506 kcal.
BTW: 6,4/29/54

niedziela, 25 czerwca 2017

Pacari Goldenberries ciemna 60% z miechunką


Trzecią pełnowymiarową tabliczką od ekwadorskiego Pacari, jaką otrzymałam od Yarosa podczas naszego spotkania w Warszawie, była ciemna czekolada z dodatkiem miechunki. Tak jak w przypadku genialnej Pacari Passion Fruit, czekolada powstała z niesurowego ekwadorskiego kakao, zawiera go 60%, a posłodzona została cukrem trzcinowym.

Z chęcią sięgnęłam po kolejną czekoladę z miechunką, wywodzącą się z Ameryki Południowej. Wszak niedawno miałam okazję próbować zakupioną w Bogocie El Market Colombia Uchuva Picante. Oczywistością była dla mnie chęć porównania tych dwóch tabliczek, choćby powierzchownego.



Wąchając czekoladę pomyślałam o świeżo upieczonym maślanym cieście pełnym świeżych owoców. Cukiernicze skojarzenia związane z Pacari są niesamowite! W przekroju tej nie do końca gładkiej, nieco dzikiej z wyglądu tabliczki, z łatwością dostrzegamy dość spore kawałki suszonych miechunek, wielkością podobne do tych spotkanych w Uchuva Picante. Choć nie ujęłam tego na zdjęciach, możecie wierzyć mi na słowo - miechunek nie brakuje, a przy tym jest ich akurat tyle, że nadal pozwalają się skupiać na walorach samej ekwadorskiej czekolady.

 Czekolada jest przepyszna. Pacari po raz kolejny pokazało niebywałą klasę. Goldenberries uwodzi słodkością, rześkością, błogim rozpuszczaniem się w ustach. Wyczuliśmy przede wszystkim nuty orzechowe, ze szczególnym uwzględnieniem delikatnego masła orzechowego (bez soli). Pomimo bardzo dobrej jakości czekolady i tak kierowałam swe skupienie w stronę owoców. Wszak miechunki to kolejne owoce, które są moim smakowitym wspomnieniem z magicznej Kolumbii...


Choć czekolada sama w sobie była o wiele lepsza od Uchuva Picante, to forma owoców jest bardzo podobna. Tutaj również mamy do czynienia z bardzo dobrze spreparowanymi miechunkami, które nic nie straciły ze swojego smaku. Są cudownie kwaskowate i aromatyczne, leciutko gumowate, ale nadal autentyczne. Miechunka niosła w czekoladzie galaretkowaty posmak, niczym w milion razy podrasowanej Studentskiej! Znów przypomniałam sobie boskie zmrożone miechunki z Kolumbii... Wielką przyjemność podczas degustacji sprawiało szczególnie powolne rozpuszczanie czekolady, następnie pożądne wysysanie soku z owocowych kawałków. Smakowa petarda!

Nabrałam ogromnego apetytu na dalsze rozpracowanie asortymentu Pacari. Nieustannie mam cichą nadzieję, że kiedyś uda mi się zrobić to u samego źródła... Goldenberries to kolejna świetna owocowa tabliczka z Ekwadoru. Choć zastosowano tu owoce w zupełnie innej formie niż w Passion Fruit, również zrobione to zostało bardzo dobrze (choć Passion Fruit jest dla mnie bezsprzecznym faworytem!). Myślę jednak, że gdyby Pacari do swej miechunkowej kompozycji dodało jeszcze chili (tak jak w Uchuva Picante), doprowadziłoby to mnie do totalnej ekstazy...



Skład: masa kakaowa, cukier trzcinowy, suszone miechunki 5%, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa. 
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 548 kcal.
BTW: 7/36/49

piątek, 23 czerwca 2017

Naive Porcini ciemna mleczna 62% z borowikami


Wraz z ostatnią niewielką przesyłką ze sklepu Sekretów Czekolady zawierajacą najnowsze Domori oraz meksykańską Bonnat, otrzymałam w gratisie tabliczkę ze zbliżającym się terminem ważności. Tabliczkę kolejnej po La Naya litewskiej marki - Naive. Moje pierwsze doświadczenie z Naive miało być mocne i kontrowersyjne - oto w moje łapki trafiła ciemna mleczna czekolada o aż 62% zawartości kakao pochodzącego z Tanzanii. Zresztą, cała marka Naive jest wyjątkowa, gdyż zajmuje się przede wszystkim... projektowaniem odzieży, obuwia i dodatków. Prawdziwe Czekolady są diamentem w ofercie House of Naive!

 Nie ma co ukrywać, bałam się tej degustacji... W końcu nie mogłam znieść Zotter Kandierte Preiselbeeren, w której borowiki odgrywały główną rolę (pomimo nazwy produktu). Przypuszczam, że sama raczej nie zakupiłabym Naive Porcini, raczej sięgając po inne pozycje z asortymentu Naive, jak na przykład czekolada z chmielem. Ale że darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, podjęłam wyzwanie...


Opakowania czekolad Naive są proste i eleganckie, to samo dotyczy samych tabliczek. 55-gramowa tafla nie została podzielona na kostki, za to na jej wierzchu znajduje się wypukłe logo marki. Porcini była bardzo ciemna, nie zdradzająca, że kryje w sobie mleko. W przekroju gładko-szklista, nie zdradzała także dodatku grzybów. Zapach jednak mówił nam wszystko. Wąchając czekoladę poczułam się, jakbym wsadziła nos do kosza z grzybami. Po chwili zastanowienia wcale nie czułam borowików, lecz raczej lekko przeschnięte na słońcu czubajki kanie, następnie rzucone na rozgrzaną patelnię (mniam!).


Na apetycznym zapachu się skończyło. Po pierwszym kęsie powiedziałam do Męża, że chyba zje całą tabliczkę... O ile bardzo lubię jeść grzyby i o ile bardzo kocham czekoladę, tak połączenie tych dwóch składników wyjątkowo mi nie leży. Kojarzy mi się z gorzkim posmakiem wymiocin... A fe!

Czekolada sama w sobie bardzo łatwo rozpuszczała się w ustach. Była wyjątkowo aksamitna i plastelinowa. Gdyby nie grzyby, taka konsystencja bardzo by mi odpowiadała. Intensywny grzybowy smak przyćmiewał jednak wszystko i teraz ów miły aksamit zdawał się jeszcze bardziej obrzydzać mi degustację. Cały czas czułam gdzieś w tle, że tanzańska czekolada od Naive musi być przepyszna, ale naprawdę nie byłam w stanie wyłapać nut płynących bezpośrednio z kakao. Grzyby za mocno dawały czadu.



Jednakże wraz z przebiegiem degustacji intensywność grzybów nieco płowieje, przez co czekolada staje się bardziej znośna. Ostatecznie łatwiej mi było ją znieść niż grzybowego Zottera, gdzie czekoladowo-grzybowy duet był jeszcze dodatkowo podkręcony wariackimi przyprawami. Naive stawia raczej na siłę wyrazistego duetu, bez efektów specjalnych - choć sam duet już jest wystarczająco szałowy. Dla mnie zbyt szałowy.


Przez cały czas nie mogłam odżałować, że umyka mi gdzieś sama czekolada. Choć Naive Porcini zupełnie nie trafiła w moje gusta, to zainteresowała mnie marką. Na pewno będę dążyła do przetestowania pozostałego asortymentu Naive. Coś mi podpowiada, że skubańcy robią naprawdę dobrą czekoladę!


Skład: ziarna kakao, cukier, czysty tłuszcz kakaowy, odtłuszczone mleko w proszku, liofilizowane borowiki, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 62%.
Masa netto: 55 g.